TRUE or FALSE, czyli kilka rozważań o etyce hodowli ovadzianej

FALSE: owady cierpią, ich hodowla jest nieetyczna

TRUE: bardzo to skomplikowane i wiele zależy od perspektywy, jaką przyjmiemy

Dobrze zaczyna się od banału

Zacznę więc od banału: każdy system potrzebuje energii, aby trwać. System, do którego nie jest ona dostarczana, ulega entropii – powolnemu zanikowi, powolnej śmierci. Dotyczy to zarówno systemów sztucznych – kapitalizm musi być nieustannie podlewany ropą -, jak i żywych – nasze organizmy, jak i organizmy wszystkich istot żyjących potrzebują energii, która dostarczana jest w formie pożywienia. Pozyskiwanie i konsumowanie pożywienia przez człowieka wiąże się prawie zawsze z wieloma moralnymi wyborami, które są zależne od naszego kapitału kulturowego, ale też zasobności kieszeni, niekiedy kaprysu. Świat współczesny dołożył jednak jeszcze coś do tej układanki – nierzadko nie wiemy do końca, czy nasz wybór jest słuszny i moralnie uzasadniony, ponieważ prawda o naszym jedzeniu skrywa się za skomplikowanymi mechanizmami współczesnej gospodarki, łańcuchów dostaw, umów handlowych, marketingowych narracji i wielu innych czynników. Dzisiejszy człowiek musi być bardzo świadomy i mieć ogromną wiedzę, żeby na koniec dnia mógł odczuwać prawdziwą satysfakcję ze swoich moralnych wyborów. Najczęściej jednak wolimy nie wiedzieć lub na drodze racjonalizacji niejednokrotnie naginamy czy wręcz łamiemy własne zasady. Milczenie, wiadomo, złotem jest. Dotyczy to również diety wegańskiej, owszem (temat z cyklu „kij w mrowisko” więc na oddzielny wpis, kiedyś, może).

Wiem to, czego nie wiem?

Świadomość, że zwierzęta cierpią, raczej zawsze nam towarzyszyła. Mam na to jedynie dowód anegdotyczny, który jest oczywiście żadnym dowodem – sprawił jednak, że powędrowałem myślami do pięknych czasów „dobrego dzikusa” czy jak chcecie „czułego barbarzyńcy”.  Pamiętacie „Ostatniego Mohikanina”? W jednej z pierwszych scen główny bohater poluje na jelenia. Od razu mamy wrażenie, że jest to polowanie w jakimś sensie etyczne: ważne jest to, aby trafić zwierzę prosto w serce i zapewnić mu natychmiastową śmierć, a kiedy już to się uda, człowiek nie wybucha radością z powodu zabicia zwierzęcia – obserwujemy raczej scenę, w której główny bohater w symboliczny sposób oddaje cześć zwierzęciu, wczuwa się w jego los i dziękuje mu za dar pożywienia. Coś takiego mogło mieć miejsce w kulturach zbieracko-łowieckich, które inaczej rozumiały choćby pojęcie domu i przynależności – domem była cała natura, co oznaczało, że wszytko należało do nas i równocześnie nic do nas nie należało, dlatego jedynym sposobem na czerpanie z tego korzyści była głęboka refleksja, empatia i współczucie. W kulturze chrześcijańskiej, stanowiącej fundament antropocentryzmu, przenieśliśmy odpowiedzialność za śmierć na naszych stołach na Boga – dziękczynna modlitwa przed posiłkiem jest tego wyrazem. Z kolei w kulturze w znacznym stopniu zsekularyzowanej, z którą w ogromnej większości mamy do czynienia dziś w świecie zachodnim, mamy do wyboru kilka postaw, niejednokrotnie sprzecznych i wywołujących napięcia pomiędzy osobami je reprezentującymi. Wszytko zależy od wizji świata, a ponieważ żyjemy w świecie indywidualistycznym, każdy z nas może mieć inną. 

Do brzegu, panie

Żeby jednak spróbować odnaleźć drogę w tym gąszczu współczesnego myślenia o nas i o świecie, można z grubsza wymienić cztery postawy, które wpływają na nasze wybory, z których – jak przystało na świat współczesny – żadna nie jest idealna i żadna nie daje łatwych odpowiedzi.  Są to: antropocentryzm, zoocentryzm, biocentryzm i ekocentryzm i jak można przypuszczać różnią się perspektywą. Antropocentryzm jest nam znany bodaj najlepiej, ponieważ jest podstawą naszej kultury. A więc wszystko rozpatrywane jest z perspektywy człowieka i jemu podporządkowane. Człowiek ma prawo podporządkowywać sobie inne gatunki i w sposób w zasadzie nieregulowany czerpać od nich białko, tłuszcze, witaminy i inne składniki odżywcze w celu budowania własnego ciała i przeciwdziałaniu entropii. Chyba najbardziej wymownym przykładem takiego myślenia jest słynna opinia Kartezjusza o zwierzętach, które traktował jak maszyny, odmawiając im prawa do odczuwania. Takie myślenie rozciągało się na całą naturę – lasy, rzeki, jeziora, łąki, głazy. Człowiek będący na szczycie stworzenia może według tej koncepcji podporządkowywać sobie świat według własnego uznania, a że najczęściej nie jest w stanie przewidzieć konsekwencji takich działań, świat jaki dziś znamy stoi na krawędzi przetrwania. 

Dużo ciekawszą postawą jest zoocentryzm – pojęcie odnoszące się do zwierząt hodowlanych i zwracające uwagę na ich dobrostan. Pojęcie to zakłada moralne przyzwolenie na jedzenie zwierząt hodowlanych, o ile zostaną one wyhodowane z poszanowaniem trzech fundamentalnych kwestii: ich zdrowia, stanu afektywnego (subiektywnego doświadczenia) oraz ich naturalnego zachowania – ich dobrostanu jednym słowem. Wrócę do tego zaraz na przykładzie owadów –  już teraz z tyłu głowy możemy jednak spróbować wyobrazić sobie, jak wygląda realizacja tych czynników we współczesnych hodowlach przemysłowych. 

Dwie kolejne postawy, to biocentryzm, rozciągający podmiotowość na wszystkie istoty żywe oraz ekocentryzm, oddający podmiotowość całej naturze – rzekom, jeziorom, lasom itp. W świetle  tych dwóch koncepcji człowiek nie ma prawa do jakiejkolwiek ingerencji i choć spotykają się one z moim pełnym zrozumieniem, muszę je niestety odłożyć na półkę jako idealistyczne. 

Dobrostan hodowli ovadzianej 

Wróćmy do zoocentryzmu i dobrostanu zwierząt. Zapewnienie dobrostanu zwierząt hodowlanych jest obowiązkiem każdego hodowcy. Jak zostało wspomniane, opiera się on na trzech filarach: chodzi o zapewnienie zwierzętom zdrowego rozwoju, poszanowania ich odczuć – jest to kwestia ściśle związana ze świadomością zwierzęcia i przez to dość trudna, ponieważ jako ludzie nie mamy szans jej poznać – oraz spełnienia ich indywidualnych potrzeb gatunkowych. Zostawmy otwarte pytanie, czy przemysłowa hodowla takich zwierząt jak bydło, świnie i drób jest w stanie taki dobrostan zapewnić. Każdy może sobie sam na nie odpowiedzieć – warunki, w jakich hoduje się te zwierzęta nie są tajną informacją – można w łatwy sposób do nich dotrzeć, choćby dzięki staraniom aktywistów, którzy niejednokrotnie – dość heroicznie – zatrudniali się w zakładach hodowlanych, żeby potem przybliżyć nam ich codzienność. 

Jak to się ma do hodowli owadów? To znów zagadnienie dość trudne. Nie mamy dużej wiedzy na temat odczuwania owadów. Naukowcy mają w tym kontekście różne opinie – od takich, które mówią, że owady nie odczuwają na zasadzie przyjemność/ból, ponieważ ich odczuwanie ogranicza się do uwarunkowanej genetycznie reakcji na bodźce, która jest automatyczna i nie niesie za sobą reakcji emocjonalnej czy bólowej (trochę to jednak przypomina Kartezjusza), po takie, które zakładają, że istnieje u owadów prymitywny rodzaj świadomości, który pozwala im odbierać rzeczywistość przez pryzmat ich wcześniejszych przeżyć. Należy również zaznaczyć, że na świecie istnieje ok. miliona gatunków owadów (i wciąż odkrywane są nowe) i raczej różnią się one również pod tym względem. Żeby skomplikować sytuację jeszcze bardziej, trzeba by przyjrzeć się rozwojowi ewentualnej świadomości w poszczególnych fazach rozwojowych owadów – to jest spróbować zbadać, jaką świadomość mają larwy, jaką poczwarki i jaką osobniki dorosłe (są jeszcze jaja, ale może nie bądźmy aż tak szczegółowi). I żeby ułatwić sobie nieco, dodajmy, że raczej nigdy się tego nie dowiemy. Należy mianowicie założyć, że zrozumienie tego zagadnienia może odbyć się jedynie całkowicie poza zasobami kognitywnymi człowieka, który nierzadko ma problem, żeby zrozumieć bliźniego, co dopiero tak obcy sobie gatunek, jakim jest mącznik młynarek. 

Na wyrost 

Co robić w takiej sytuacji? Tu również pojawiają się różne koncepcje. Pierwsza z nich, nazywana niekiedy „paraliżującym perfekcjonizmem” mówi, żeby nie robić nic. Bo skoro nie jesteśmy w stanie zrozumieć obcego gatunku, to nie mamy moralnego uzasadniania, żeby w jakikolwiek sposób ingerować w jego istnienie. Jednak myśląc w ten sposób nie tylko nie powinniśmy hodować zwierząt, ale również posiadać psów, kotów, koni, chomików, świnek morskich, węży i innych. Inna koncepcja mówi o tym, żeby poczynić pewne założenia i działać zgodnie z nimi. Założenia te – o ile mają być etyczne – powinny być na wyrost. A więc powinniśmy założyć, że zwierzęta czują i mają świadomość i działać tak, żeby w obcowaniu z nimi, w hodowli i pracy z nimi, nie wyrządzać im krzywdy. W przypadku owadów polega to przede wszystkim na obserwacji, a najlepszym dowodem na to, że mają dobre warunki jest ich wzrost. Owady przestają mianowicie rosnąć, kiedy warunki, w których żyją określane są jako stresogenne, to znaczy nie mają zapewnionej odpowiedniej temperatury i wilgotności otoczenia, mają za mało lub źle zbilansowaną paszę, mają zbyt jasno lub jest ich za mało lub za dużo w jednym pojemniku (tak, owady w przeciwieństwie do kur, świń i bydła, lubią koncentrację). Dobry hodowca będzie wiedział, kiedy dobrostan tych zwierząt nie jest zachowany. 

Uśmiercanie owadów również należy przeprowadzić w sposób humanitarny. Należy wykluczyć ich miażdżenie, dekapitację (układ nerwowy owada składa się wprawdzie tylko z 960 000 neuronów, jednak są one rozłożone w całym jego ciele – lepiej nie ryzykować) czy powolne blendowanie. Obecnie uznaje się, że najlepszą metodą jest zmrożenie larw – zwalniają one wówczas swój metabolizm, co po krótkim czasie prowadzi do śmierci.

We use cookies to give you the best experience. Cookie Policy